sobota, 27 lutego 2010

Z cyklu: życie toczy się wokół kota

Czwartkowy wieczór. Tata leży w sypialni, ja w pokoju obok walczę ze stertą prasowania. Emil krąży między jednym pokojem a drugim. Jak przychodzi do mnie, to albo wyciąga się na mojej nodze (co w praktyce oznacza że wyciąga łapy, wbija pazury w moją nogę a potem się napręża, przy jednoczesnym moim krzyku "Ałaaaaaaaaa Emil!!!!!"), albo rzuca się na ubrania które prasuje (co oznacza pazury na koszuli). Mój tata chce mi pomóc, więc woła:
- Emilku! Syneczku! Chodź do mnie kochanie!

(no i proszę, doczekałam się drugiego brata...)

***

Kilkadziesiąt minut temu. Wróciłam do domu, a mama skarży się na Emila. Że wczoraj ona sprzątała, a on w tym samym czasie roznosił po domu paluszki i że znowu musi odkurzać. Idzie do pokoju, a Emil już na komodzie stoi i przymierza się do kolejnych smakołyków. W końcu słyszę:
- Ech, już bym wolała mieć w domu wnuczka niż tego kota.

(nie wiem czy to mówiła do siebie, do Emila czy może do mnie...?)

A oto Emil 'za młodu'
 Emil - kuchenny asystent:
Ja - pokonana przez Emila - przegrałam walkę o paluszki ;)

1 komentarze:

  1. Zapisz się na ten kurs spadochroniarski!!! Ale już!!! :D Mam za sobą lot na paralotni i wiem, że nie ma w życiu nic piękniejszego :) Powaga!

    OdpowiedzUsuń na zawsze